lutego 08, 2020

Recenzja książki: "Milioner i Bogini"- Vi Keeland oraz Penelope Ward

Recenzja książki: "Milioner i Bogini"- Vi Keeland oraz Penelope Ward
Czy była tak dobra jak "Słodki Drań"? Czy dalej będę czytać książki tego duetu? Co mi się spodobało, a co nie? O tym dowiecie się czytając ten posty.



Opis:
Choć Bianca George i Dex Truitt po raz pierwszy spotkali się w zepsutej windzie, ich historia zaczęła się wiele lat wcześniej. Tylko wtedy jeszcze nie zdawali sobie z tego sprawy. Bianca śpieszyła się na ważny wywiad, który miała przeprowadzić z właścicielem finansowego imperium, biznesmenem Dexterem Truittem, a Dex... Cóż, właśnie wracał do pracy po siłowni.

Dex od razu zrozumiał, że przypadek zetknął go z absolutnie wyjątkową kobietą. Była śliczna, odważna i pełna ognistego temperamentu, a dodatkowo doskonale wiedziała, czego chce. Przy okazji zdradziła mu, że nie znosi ludzi pokroju Dextera Truitta — zbyt bogatych i snobistycznych, a przy tym bezwzględnych i zapatrzonych tylko w siebie. Mężczyzna co prawda miał inną opinię na swój temat, ale nie chciał ryzykować konfrontacji w windzie: przedstawił się jako Jay i skłamał, że jest kurierem.

Opinia:

Tego duetu nie da się zapomnieć. I chociaż bardzo bym chciała to się po prostu nie da. Każda książka to jedna wielka niespodzianka i bomba emocjonalna. Tak jak mogliście kiedyś zobaczyć na moim blogu recenzję Słodkiego drania to dziś przychodzę z kolejną książką, którą mają bardzo podobną szatę graficzną i mam wrażenie, że jest to jakaś seria.

W tej książce poznajemy naszych bohaterów, czyli Dexa i Biance. Ogólnie bardzo lubię imię Bianka więc może dlatego bardziej ją polubiłam. Jak to każda kobieta w romansach uważa, że taki facet jak Dexter nie powinien jej się w ogóle pokazywać. Nie lubi facetów, którzy są zbyt bogaci i snobistyczni. Dlatego Dex postanawia troszkę namieszać. Z dnia na dzień zostać kurierem? Czemu nie! No i właśnie w taki sposób bohater postanawia zbliżyć się do Bianci. Ale niestety Jay i Dex długo nie mogą w tym kłamstwie wytrzymać. A w tym wszystkim jest nasza Bianca, która nie miała nawet ochoty, aby kogoś poznawać. Uważała, że udało się i nie ma co tego za bardzo rozgrzebywać. Mogę wam powiedzieć, że właśnie z Biancą najbardziej poczułam tą więź, ponieważ ja po części też taka jestem. George jako bohaterka jest przedstawiona za troszkę taką "Kobieta zmienną jest". Chce pokazać, że jest stanowcza i wyznacza granice, ale z drugiej strony również gdzieś chce znaleźć w końcu tą miłość i nie chce się w tym wszystkim zagubić. Miałam wrażenie, że autorki troszkę mniej się postarały względem kreowania Dexa i Jaya. Właśnie bardziej skupiły się na naszej główniej bohaterce i jej uczuciach względem mężczyzn. Oczywiście to nie jest jakiś ogromny minus, jednak przez to Vi Keeland i Penelope Ward odebrały nam troszkę frajdę z czytania. Chociaż później już tak pod koniec dostajemy takiego prawdziwego mężczyznę, którego chcieliśmy mieć przez całą książkę.

To zdecydowanie książka pełna intrygi, kłamstw i zawirowań. I gdy ją czytałam to przyznaję się troszkę porównałam ją do Słodkiego drania. Bo uważałam, że jeśli tamta książka była tak genialna to i ta musi być. Dostałam troszkę coś innego. Miałam wrażenie, że autorki bardziej poszły właśnie w tą intrygę i kłamstwa. Właściwie dopiero na tych końcowych rozdziałach dostaliśmy coś dobrego. Oczywiście jak nastało na autorki również skupiają się na emocjach. Starają się pokazać czytelnikowi, że nie wszystko sprowadza się do seksu. Czasami są momenty w naszym życiu, które powodują, że musimy mieć tą drugą osobę przy sobie i pokonać problemy. W takich książkach nie ma za dużo opisów, a jeśli już są mówi się w nich o uczuciach bohaterów. W zależności jaką ma się narracje. 

Książka nie jest zła, fatalna itd. Ale czegoś mi niestety brakowało. Miałam chwile gdy chciałam książkę odłożyć i powiedzieć sobie, że kiedyś do niej wrócę (a uwierzcie mi, że bardzo rzadko się tak dzieje, że wracam do jakiejś książki). Autorki troszkę bardziej postawiły na naszą główną bohaterkę niż na Dexa i Jaya. Czasami na książce potrafiłam uśmiać się do łez, a czasami już prawie łezka w oku mi się zakręciła ze wzruszenia. Takie książki warto czytać, chociaż ta aż tak nie powala jak Słodki Drań. Czy dalej będę chciała czytać książki tego duetu? Oczywiście, że tak. Mogę wam śmiało powiedzieć, że czekam na kolejne książki i mam nadzieję, że będą tak dobre jak Słodki drań. Możliwe, że kiedyś wrócę do historii Dexa i Bianci. Czasami lubię wracać do takich książek. Idealne na odstresowanie. Książkę oceniłam 

Dziękuję wam, że byliście ze mną w tej recenzji. Zapraszam do sekcji komentarzy aby wyrazić swoje zdanie. 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania na prawdę dobrego romansu, dziękuję ślicznie wydawnictwu Editiored .





lutego 05, 2020

Recenzja książki: "Strażnik"- Paulina Hendel

Recenzja książki: "Strażnik"- Paulina Hendel
To kolejna książka Pauliny Hendel, nowa okładka, nowe wątki, nowa historia. Sprawdźmy czy na pewno mi się spodobała. Czytaliście? Czy macie dopiero w planach? Na pewno o niej słyszeliście!



Opis:
Hubert budzi się w ciemnym i zamkniętym pokoju, ubrany w starą koszulę i poprzecierane dżinsy. Zamiast w Paryżu, znajduje się teraz sto kilometrów od morza… w Polsce. Dodatkowo, jest ranny i wygląda zupełnie inaczej niż powinien. Okazuje się, że od feralnego wyjazdu do Francji minęło siedem lat, a on nie jest już zwykłym nastolatkiem. W tym czasie świat bardzo się zmienił – zarazy i epidemie przetrzebiły ludzkość, potężny impuls elektromagnetyczny zniweczył zdobycze techniki a z ukrycia wyszły demony znane z ludowych opowieści… Hubert musi teraz nie tylko rozwikłać tajemnicę własnej przeszłości, ale i odnaleźć się w nowym dziwnym świecie. Niemal wszystko, co znał, przepadło. Ale czy bezpowrotnie?


Opinia:


Bardzo lubię serię Żniwiarz. Ma to w sobie taki urok, którego żadna książka nie zabierze. Natomiast seria Zapomniana księga to tak na prawdę debiut autorki, ale mamy ładniejsze okładki. Mam na prawdę mieszane uczucia. I chociaż pierwszy tom bardzo mocno mi się podobał to reszta tak nie koniecznie.

W tej książce naszym głównym bohaterem jest Hubert i właściwie nie rozstajemy się z nim wcale. Autorka nie zmienia narracji. Ciężko jest mu odnaleźć się w prawdziwym życiu jakie go spotkało. Tak na prawdę walczy o przeżycie. Ale podczas tych pierwszych kilku rozdziałów możemy dowiedzieć się jak szybko bohater się zmienił i co wpłynęło na jego zmianę. Teraz musi o siebie zwalczyć,a w około szaleją w dodatku demony, przecież on totalnie nic o nich nie wie. W końcu minęło 7 lat i troszkę można było się zmienić. Ale on budzi się w totalnie innym ciele, zakrwawiony i nie wie co się dzieje. No ja, nie wiem jak wy, ale bym panikowała w końcu to niecodzienna sytuacja. W trakcie swojej wędrówki poznaje innych przyjaciół, ale są do niego sceptycznie nastawieni. Ciężko jest mu żyć gdy nie wie co się dzieje z Ernestem (jego najlepszym przyjacielem) i rodziną. Czasami na prawdę książkę czytało się ciężko i troszkę by się chciało popłakać. To smutne gdy nie możesz odnaleźć się w nowym środowisku i nie masz przy sobie nikogo ci bliskiego. Hubert jako postać gdy już się odnajdzie w tym świecie jest dosyć pewny siebie. Stara się zdobyć zaufanie innym i dążyć do prawdy, która coraz bardziej go nurtuje. Główny bohater próbuje znaleźć jakaś paczkę osób, którzy staną za nim murem w każdej sytuacji.



Książkę czytało się na prawdę szybko. Fabuła pędziła nieustannie. Ciężko było się do książki oderwać. Miałam co do niej dosyć duże oczekiwania, w końcu Żniwiarz to jedna z moich ulubionych serii. Gdy wracam do świata Huberta już wiem, że będą to niezapomniane wrażenia. Szczerze wam powiem ciężko jest mi tutaj do czegokolwiek się przyczepić. Jest to dopiero początek serii więc może kolejne tomy bardziej się rozkręcać. Ciężko mi było się rozstawać z tymi bohaterami. I gdybym nie wiedziała, że jest kontynuacja to chyba bym pisała jakąś petycje do autorki. No bo książki nie wolno tak kończyć. Oczywiście muszę tutaj pochwalić okładkę bo jest obłędna. Złote wykończenia to coś pięknego, a i okładka jest matowa więc już jestem w niebie. Minusem jest na pewno to, że zostawia odciski, ślady, ale ja praktycznie przez całe czytanie trzymałam ją w obudowie więc dużych śladów użytkowania nie ma. 

Pozycja na prawdę warta uwagi. Przestrzegam zakończenie może was na prawdę zabić i pokazać totalnie inną Paulinę Hendel niż zobaczyliście w Żniwiarzu. Z Hubertem bardzo szybko da się nawiązać kontakt i uważam, że to jest właśnie jeden z takich dużych plusów tej książki. Gdy ją czytałam czułam się jak bym to ja była najlepszą przyjaciółką Huberta i byłoby nam ciężko się odnaleźć itd. Nie zauważyłam aby w tej części wybijał się wątek romantyczny. Chociaż może to i dobrze, w końcu dostaliśmy książkę, która jest konkretnie skupiona na fantastyce. Książka warta przeczytania, jeśli czytaliście Żniwiarza to i ta seria wam się spodoba. Pozycję tę oceniłam 8 na 10 gwiazdek.



Dziękuję wam, że byliście ze mną w tej recenzji. Zapraszam do sekcji komentarzy aby wyrazić swoje zdanie.


Za możliwość przeczytania kolejnej książki Pauliny Hendel, dziękuję ślicznie wydawnictwu We need Ya.



lutego 04, 2020

Recenzja książki: "Małe Licho i anioł z kamienia"- Marta Kisiel

Recenzja książki: "Małe Licho i anioł z kamienia"- Marta Kisiel
To już druga książka Marty Kisiel, którą przeczytałam! A ciągle jestem nią zachwycona. Może i tym razem się udało.


Opis:
Wydaje się, że zwyczajność na dobre zagościła w życiu Bożka. Nie na długo. Po tym, jak nad wyraz udana impreza, taka z planszówkami, popcornem i francuskimi tostami na słodko, kończy się zbiorową kwarantanną, Bożek wraz z Tsadkielem i Guciem muszą spędzić ferie u ciotki w samym sercu przedziwnego lasu. Wkrótce odkrywają, że z pozoru nudne, zaśnieżone odludzie kryje wiele niespodzianek...

Opinia:

Jak mogliście widzieć po wstępie, po raz drugi spotykam się z Martą Kisiel i Małym Lichem. I znowu po raz kolejny jestem oczarowana tym światem. I chociaż książka jest przewidziana na troszkę mniejszy wiek od mojego to uważam, że i tak jest cudowna.


Jak zawsze Małe Licho jest przezabawne i ciągle jestem nim zauroczona. Chciałam aby tak książka była oceniona z perspektywy dzieciaka w wieku 12-13 lat. I mam wrażenie, że udało mi się. Z każdą przeczytaną stroną bawiłam się świetnie. I gdyby dostała taką książkę do czytania w wieku 10 lat, może troszkę więcej, bawiłabym się niesamowicie. Marta Kisiel ma to do siebie, że każda kolejna jej książka jest dobra, ponieważ styl języka jaki wykorzystuje jest cudowny. Właściwie używa takiego zrozumiała języka w którym mówili u mnie w domu. Dzięki tej książce mogłam w końcu wrócić do krainy dzieciństwa. Cała ekipa Bożka: Tsadkiel, Gucio i nasze niezastąpione Małe Licho, które wszystkiego się boi. To tak na prawdę przedstawienie zgranej ekipy przyjaciół, w której zdarzają się marudy, ale też tzw. "Głos rozsądku". Dzięki takim bohaterom, młodszy czytelnik poznaje jak powinno się zachowywać w danej sytuacji. Poprzez zabawę dziecko również może się czegoś nauczyć. Co również bardzo mi się spodobało to fakt, że są bardzo duże litery. Gdy nasz mały czytelnik dopiero zaczyna przygodę z książkami, może ułatwić to, aby na samym początku się nie zrażał do czytania ( a doskonale wiem, że o takie coś łatwo). Magiczne momenty w książce to również ilustracje do książki. Dzięki cudownej Paulinie Wyrt, możemy jeszcze bardziej wejść do świata Bożka i jego kolegów. Tak wam przyznam szczerze, że momentami wyobrażałam sobie naszego głównego bohatera troszkę inaczej, ale dzięki ilustracją wszystko zostało naprawione. Nie są długie opisy, co O ZGROZO w wieku 10 lat była to dla mnie zmora, i właśnie przez nie najbardziej zrażałam się do czytania. Uważam, że książka ma ogromny potencjał i został on wykorzystany. Elementy fantastyki w każdej z części poruszają naszą wyobraźnie i możemy znaleźć się w innym świecie. Autorka stosuje bardzo dużo zdrobnień co może się wydawać bardzo słodkie i miłe w stosunku do całego ogółu książki. Za każdym razem gdy dostaję sygnał od wydawnictwa, że nowa książka od Marty Kisiel będzie wydawana i w roli głównej będzie to nasz cudowny Bożego i jego ekipa, to od razu zapisuję sobie datę w kalendarzu i wiem już, że będzie na mojej półce. Bardzo się cieszę, że autorka w książce przywróciła śnieg. Niestety jak na razie nie zapowiada się by jakikolwiek spadł u nas w Polsce. Może chociaż tą książka da się dziecko udobruchać.






O tak to jest właśnie ta książka na którą czeka się długo, ale gdy już się ją dostanie to nie chce się jej puścić. Przez to jak bohaterowie między sobą rozmawiają i jaka jest przyjazna atmosfera w książce uważam, że warta uwagi dla młodszych czytelników, ale i nie tylko! Za chwilkę na karku będę miała 18 lat, a dalej zachwycam się jak dziecko i nie mogę się od niej oderwać. Po recenzjach na lubimy czytać widzę, że czytają książkę osoby, które mają 30 wiosen. Co jest wspaniałe, ponieważ każdego ta książka może tak na prawdę połączyć. Ja zdecydowanie jestem zauroczona i nie wyobrażam sobie, żeby nie było kolejnych tomów. Oby takich więcej wspaniałych książek na rynku wydawniczym dla dzieci. Książkę bezapelacyjne oceniam 8 na 10 gwiazdek i czekam z niecierpliwością na kolejne książki.



Dziękuję wam, że byliście ze mną w tej recenzji. Zapraszam do sekcji komentarzy aby wyrazić swoje zdanie.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania wspaniałej książki dla dzieci dziękuję pięknie wydawnictwu Wilga.






lutego 04, 2020

Recenzja książki: "Neverworld Wake"- Marisha Pessl

Recenzja książki: "Neverworld Wake"- Marisha Pessl
Nowy Thriller dla młodzieży. Co może wydawać się absurdalne? Jestem w tym ja czytelnika, nie często sięgam po takie książki. Przekonajmy się co z tego wyszło.


Opis:
Pięcioro przyjaciół. Tylko jedno z nich może przeżyć. Porywający thriller, w którym czas zapętlił się w wiecznym powtórzeniu. Komu uda się wyrwać z koszmarnej otchłani? Jaką cenę będzie musiał zapłacić?

Beatrice Hartley i pięcioro jej najlepszych przyjaciół tworzyli świetną ekipę. Ale wszystko zmieniła śmierć Jima, geniusza muzycznego i chłopaka Beatrice.

Rok po zakończeniu szkoły Beatrice wraca do Wincroft – nadmorskiej posiadłości, gdzie spędzili razem wiele wieczorów, dzielili się tajemnicami i planowali zmienić świat. Beatrice ma nadzieję, że pozna odpowiedzi na mroczne pytania dotyczące okoliczności śmierci Jima. Podejrzewa, że jej przyjaciele wiedzą znacznie więcej, niż chcą zdradzić. Beatrice czuje, że nigdy nie pozna prawdy.

Rankiem, po burzy, do drzwi puka tajemniczy mężczyzna. Beztroskim tonem oznajmia coś, co wydaje się niemożliwe: czas się zatrzymał, zapętlił się w wiecznym powtórzeniu, które zdołają przerwać, tylko jeśli podejmą niezwykle trudną decyzję. Beatrice dostaje ostatnią szansę, by poznać odpowiedzi na dręczące ją pytania… I ostatnią szansę, by żyć. Tak zaczyna się Pętla w Neverworld.



Opinia:

Pierwszy raz w moich skromnych progach została zaproszona książka z gatunku Thiller dla młodzież, chociaż jak podaje Lubimy czytać jest to zwykła literatura dla młodzieży. W pewnym sensie się z tym zgodzę, można też powiedzieć, że nie za bardzo dostałam to czego oczekiwałam od książki.


Mamy pięcioro bohaterów, ale tak na prawdę autorka skupia się tylko na Beatrice, inaczej Bee, wszystko jest pisane z jej perspektywy. Co było dla mnie lekkim minusem, ponieważ chciałam się troszkę dowiedzieć co inni bohaterowie myślą o całej sytuacji. Nasza bohaterka bardzo mocno przeżywa śmierć swojego chłopaka Jima, co wprowadzą ją w depresje. I tutaj już mi się to nie spodobało. Depresja objawia się tym, że nie wychodzisz z domu, nie kontaktujesz się z nikim, a jednak bohaterka to robi. Oczywiście ja nie specjalista więc też nie mi jest oceniać i dawać diagnozę. Spodobało mi się to, że bohaterowie między sobą nie mieli dobrych relacji To tak jeszcze bardziej wpłynęło na to kogo wybiorą na końcu książki. Czasami nie potrafiłam się połapać jaki to bohater i co ma wspólnego z książką. Troszkę za dużo tych wszystkich imion i nazwisk. 



Wszystko byłoby super, ale zaczynam myśleć o całe fabule, akcji książki itd. i mam totalnie mieszane uczucia. Co do bohaterów na prawdę nie mam się do czego przyczepić. Autorka dobrze ich wykreowała i pokazała, że można to zrobić. Ale w całej fabule już pojawia się troszkę minusów. Zacznę od napięcia w książce. Coś się tam działo, ale nie było tego co oczekiwałam. Bardzo rzadko czytam takie książki, bo chce trafić na taką, żeby na prawdę czuć to napięcie. Dopiero poczułam je na samym końcu gdzie tak na prawdę było rozwiązanie całej tej sytuacji. Miałam również wrażenie, że autorka nie ma co pisać to już troszkę dawał te opisy na siłę. Strasznie te opisy męczyłam, i właśnie w takich momentach jakie dostawałam w książce, wiało nudą. Miałam ochotę książkę odłożyć. I najgorsze co mogłam wyłapać to powtórzenia. W dwóch rozdziałach koło siebie dostawałam dwie te same informacje tylko napisane inaczej. Były momenty gdzie przez książkę dosłownie się płynęło. Nawet nie wiedziałam kiedy a już byłam na 100 lub 200 stronie. I przez to, że troszkę zjechałam ją na początku to w całym ogólne wcale nie jest taka zła. Po prostu ma swoje minusy, które strasznie denerwują i doprowadzają do szału. Zdarzały się momenty gdy były przekleństwa i sceny dosyć brutalne więc tym proszę się nie zrażać. Ja tak na prawdę dopiero wciągnęłam się w książkę po 60 stronie i było to w nocy więc wiecie co musiałam czuć gdy wybiła północ i trzeba było iść spać.


Powtórzę, bo warto to podkreślić. Książka na prawdę nie jest zła! Autorka bardzo dobrze wykreowała bohaterów i tak na prawdę dzięki nim ta fabuła zrobiła się ciekawa. No zdarzały się niestety błędy logiczne, ale wydaje mi się, że jak na pierwszą książkę, którą przeczytałam w tym gatunku to nie jest źle. Gdy skończyłam czytać książkę na prawdę miałam mieszane uczucia. Niby zakończenie podobało mi się, ale z drugiej strony błędy, które wymieniłam wyżej nie pozostawały mi obojętne. Myślę, że warto przeczytać książkę i wtedy sami się przekonacie czy warto czy nie warto. W moim odczuciu jest do książka po prostu dobra i dużo bym od niej oczekiwała względem jakiegoś napięcia. Warto przeczytać chociażby przekonać się czy książka warta uwagi i jakie wy macie odczucia po przeczytaniu książki. Książkę oceniłam 6 na 10 gwiazdek. 

Dziękuję wam, że byliście ze mną w tej recenzji. Zapraszam do sekcji komentarzy aby wyrazić swoje zdanie.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania Thillera młodzieżowego dziękuję ślicznie wydawnictwu Jaguar .




lutego 02, 2020

Recenzja książki: "Miłość Online"- Penelope Ward

Recenzja książki: "Miłość Online"- Penelope Ward
Już nawet nie liczę ile książek przeczytałam od tej autorki. Każda z nich jest dobra i chce się czytać coraz więcej. Przekonajmy się czy i ta książka okazała się dobra.




Opis:
Któregoś wieczoru Ryder, przystojny playboy i syn producenta filmowego, przeglądał stronę z sekskamerkami. W oko wpadła mu dziewczyna ze skrzypcami. „Montana” miała piękny głos i cudownie śpiewała. Była śliczna, ujęła go świeżą, naturalną urodą, która nie potrzebowała makijażu ani skalpela. Ryder przedstawił się jako „ScreenGod” i rozpoczął rozmowę. Następnego wieczoru ponownie zagadnął dziewczynę. Wkrótce nocne odwiedziny stały się jego ucieczką od rzeczywistości, a „Montana” — obiektem fascynacji i obsesją. Inteligentna, bystra, z poczuciem humoru, pociągała Rydera jak żadna inna kobieta.

„Montana” to tak naprawdę Eden. Praca przed kamerką jest dla niej sposobem na podreperowanie budżetu. Trudno jej przeoczyć „ScreenGoda”, bo zachowuje się inaczej niż pozostali obserwujący. Okazuje jej zainteresowanie i autentyczną troskę, a także rozmawia z nią z szacunkiem i uwagą. Wkrótce również dla Eden spotkania na czacie stają się najważniejszym punktem dnia, choć zdaje sobie sprawę, że taka wirtualna znajomość najpewniej długo nie potrwa. Musi zakończyć się rozstaniem. Im mniej przykrym, tym lepiej.


Opinia:


Zasypuję was książkami tej autorki ciągle, ale nazbierało mi się i muszę dla was napisać opinię. Zresztą Penelope Ward pisze w zastraszającym tempie więc mogę to też tak wytłumaczyć. Kolejna książka i nowi bohaterzy. Wszystko zaczyna się od seks kamerki, na którym poznają się Ryder i Eden. I mogło by się zdawać, że łączy ich przygodny seks itd. Jednak Ryder pokochał gdy dziewczyna gra na skrzypcach.

Eden ma bardzo ciężkie życie i uważa, że nie chce żadnego faceta w jej życiu. Ma wiele spraw na głowie i gdyby miała jeszcze sprawy uczuciowe oszalałaby. Dzięki kamerką internetowym dorabia, ponieważ ledwo wiąże koniec z końcem. Gdy zaczęłam czytać książkę miałam wrażenie, że Eden będzie bardzo łatwa i chyba sobie nie przypadniemy do gustu. Myliłam się, i chociaż gdy za pierwszym razem poznałam ja od takiej strony to ta druga była cudowna. Stara się być pewna siebie co jej za bardzo nie wychodzi (i sama tego nie widzi). Okropnie mnie irytowało jak do niektórych spraw podchodziła z lekkością. Według mnie, niektóre problemy warto rozwiązać,a nie zakręcać koło nich jeszcze więcej problemów. Działała troszkę bezmyślnie i miałam wrażenie, że autorka chciała na początku z niej zrobić szara myszkę, ale później zmieniła zdanie. Jak na razie jest to według mnie najsłabiej wykreowana bohaterka w książkach Penelope Ward. Za to nasz Ryder wydawałby się takim dupkiem, który właściwie myśli tylko o jednym. Ale potrafiłam w nim odkryć coś więcej. Autorka stworzyła go jako bardzo delikatnego bohatera, który ma swoje pragnienia (zresztą jak każdy z nas) to ma cienką skorupę, która lada chwila może pęknąć i Ryder otworzy się przed każdym. Pierwszy rozdziały gdy poznawałam się z bohaterem, były ciekawe. Pierwszy raz poznałam bohatera, który nie jest jakiś strasznie pewny siebie. Myślę, że w tej książce autorka chciała nam pokazać zwykłą obyczajówkę.

No i właśnie na lubimy czytać status tej książki to romans, literatura obyczajowa. I bardzo się cieszę, że do tej drugiej kategorii książka została dodana. Właściwie dużo tutaj o uczuciach nie ma. Autorka tym razem bardziej skupiła się na problemach bohaterów i to co ich otaczało. Nie miałam nawet w planach dostać takiej książki. Najczęściej Penelope Ward znana jest z romantycznego punktu widzenia. Dużo miłości i słodzenia między bohaterami. Zdecydowanie tę książkę zaliczyłabym do obyczajówki, nadal słabej ale jednak. Jeśli oczekujecie scen erotycznych to jest ich tam jak na lekarstwo. Z tego co pamiętam możliwe, że jest jedna, maks dwie. Powiem wam szczerze, że jest to miła odmiana jednak oczekiwałam troszkę czegoś innego od tej książki. Zawsze staram się patrzeć w tej kategorii, że autorka śmiało może podawać nam inne książki z różnych gatunków. Ale żeby te książki nie były aż tak rozpięte gatunkowo. Mam nadzieję, że kiedyś autorka nie wyskoczy mi z thillerem lub kryminałem, raczej nie byłabym zadowolona. 

To nie jest wcale zła książka. Jednak po tym ile książek otrzymałam od tej autorki mogę śmiało zauważyć, że autorka poszła w troszkę inne książki i skupiła się na czymś innym. Z jednej strony podoba mi się, że mogę przez tę książkę zobaczyć nowa Penelope Ward. Ale jednak myślę, że bardziej podobała mi się autorka w tej poprzedniej odsłonie. Bardzo pokochałam głównych bohaterów i relacje jakie między nimi się wywiązały. Były cukierkowe, słodkie takich też oczekiwałam. Dobra książka na długie, letnie wieczory. Jest lekka i przyjemna. Dosyć aktualna, bo jak można zauważyć robi się coraz więcej "miłości" internetowych, chociaż o takiej miłości bym tutaj nie mówiła. Myślę, że może wam się spodobać. Jednak dostaniecie książkę, która jest troszkę inna od poprzednich pozycji. Książkę w swoim odczuciu oceniłam 7 na 10 gwiazdek.


Dziękuję wam, że byliście ze mną w tej recenzji. Zapraszam do sekcji komentarzy aby wyrazić swoje zdanie.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję ślicznie wydawnictwu editiored.







stycznia 31, 2020

Recenzja książki: "Szamanka od Umarlaków"- Martyna Raduchowska

Recenzja książki: "Szamanka od Umarlaków"- Martyna Raduchowska
To moja pierwsza książka, którą przeczytałam od tej autorki. Zostały już wydane kolejne 2 więc mam co nadrabiać. Sprawdźmy czy 1 część spodobała mi się.



Opis:
Przygotujcie się na solidną dawkę znakomitego humoru, oto nowe wydanie kultowej powieści fantasy Martyny Raduchowskiej!

Kto by pomyślał, że potomkini wielkiego rodu czarodziejów, wróżbitów i telepatów zbuntuje się wobec rodzinnej tradycji… Ida Brzezińska ma osiemnaście lat i uważa magię za stek bzdur. Jak sama twierdzi, taka z niej czarownica, jak z koziego zadka waltornia. Jedyne, o czym Ida marzy, to spokojne życie młodej dziewczyny: wymarzone studia psychologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim, mieszkanie w akademiku, poznawanie świata… Niestety przeszkadzają jej w tym pojawiające się ni stąd ni zowąd trupy. Widzenie zmarłych i przewidywanie śmierci ludzi żyjących to magiczny dar, długo poszukiwany przez rodziców Idy. Nie jest łatwo być medium… a dodatkowo Ida ma prawdziwego Pecha!


Opinia:

Jest to pierwsza książka od tej autorki, którą zdążyło mi się przeczytać. I uważam, że jest to wielkie odkrycie tamtego roku. Nigdy w życiu nie dostałam tak lekkiego stylu. Uśmiałam się do łez, czasami nawet serce biło mi jak oszalałe. Nie jest to jakaś wspaniała fantastyka, ale zostaje w pamięci na bardzo długo (od razu zresztą zabrałam się za drugi tom więc coś to oznacza).


W tej książce mamy naszą główną bohaterkę Idę, która można powiedzieć za bardzo nie chce wchodzić w magię. Nie interesuje się ją i uważa, że jest bez użyteczna. Sama nic nie umie, a gdy rodzice chcą ja szkolić w tej kwestii nic nie wychodzi. Jest bardzo barwną bohaterką, która próbuje bardzo szybko zmienić się pod wpływem miejsca. Autorka miała świetny pomysł na to jak wykreować główną bohaterkę i uważam, że wyszło jej to fenomenalnie. I jak by tego było mało nasza kochana Ida ma Pecha, a raczej to Pech ma Idę... Za każdym razem gdy nie chce iść dalej w magie Pech jej o sobie przypomina i robi wszystko na przekór niej. Podczas tej pierwszej części przewija się bardzo dużo bohaterów drugoplanowych. I w książkach z tego gatunku nigdy nie przywiązywałam uwagi, ponieważ najczęściej autorka i tak skupiała się na głównym bohaterze. Tutaj się pomyliłam... Oj i to grubo!  Każdy bohater przez Martynę Raduchowską był idealnie zaplanowany. Oni mieli tam być nie bez powodu. Najbardziej oczywiście przypadła mi do gustu ciotka Idy. Bardzo energiczna postać, która chyba jak na razie najwięcej namieszała w głowie Idy. Uwielbiałam ich dialogi między sobą. Był zawsze śmieszne i wydawało mi się jak bym była tam razem z nimi i oglądała stojąc obok. Zawsze uważałam, że nie da się stworzyć aż tak energicznych postaci ( najwidoczniej musiałam czekać na tę książkę). Na prawdę się z tymi bohaterami zżyłam. Oczywiście było mi bardzo ciężko się z nimi żegnać, ale wiem, że autorka wynagrodzi mi to nowymi bohaterami w kolejnych częściach.

Co tu dużo mówić, fabuła i akcja to kluczowe słowo w tej książce. Działo się co nie miara i czasami aż się zastanawiałam czy na pewno czytam książkę Polskiej autorki. I tutaj was nie zaskoczę, że przecież mamy bardzo dużo Polskich autorów, których niestety się nie docenia i wiele osób/czytelników jeszcze nie doszło do ich twórczości. Wracając do książki, bo jak zawsze odbiegam. Niestety muszę z przykrością stwierdzić, że były długie opisy, które mnie okropnie nudziły. Chociaż wiadomo to były opisy, które dopiero co pokazywały nam ten świat. Potrafiłam się nieźle na tych opisach wynudzić. I z ręką na sercu uważam, że jest to jedna z najlepszych książek jakie czytałam pod względem humorystycznym. Były oczywiście momenty w których myślałam "Ida żyj bo zaraz sama tam wejdę do książki i cię uduszę". Wiadomo nie jest to realne ale musiałam tak komentować. Przez to potrafiłam bardziej opanować swoje emocje. Tutaj muszę z góry uprzedzić. Nie jest to fantastyka górnolotna. Nie dostaniecie tutaj Sarah J. Maas lub Pauliny Hendel. Ale dla mnie to jest wyjątkowa fantastyka, ponieważ jeszcze nigdy nie miałam takich emocji względem czytania jakiejś.

Jest to zdecydowanie wyjątkowa fantastka. Nie czytałam jeszcze takiej. Oczywiście opisy wpłynęły na ocenę końcową, jednak nie sugerowałabym się tym przy kupowaniu książki. Każdemu podoba się coś innego i nie można za bardzo patrzeć. Zakochałam się w naszych głównych bohaterkach i ich relacjach. Przy każdym dialogu prawie płakałam ze śmiechu. To było coś na prawdę wspaniałego. Nie radzę czytać książki w autobusie, tramwaju lub innym środku komunikacji, w którym znajdują się inny ludzie. Uważam,że książka na prawdę zasługuję na większy rozgłos. Dzieje się na prawdę dużo, a już niedługo na blogu pojawi się recenzja w której zrecenzuje dla was drugi tom, więc możecie czekać. Książkę oceniłam 8 na 10 gwiazdek. 


Dziękuję wam, że byliście ze mną w tej recenzji. Zapraszam do sekcji komentarzy aby wyrazić swoje zdanie.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję ślicznie wydawnictwu Uroboros.




stycznia 30, 2020

Recenzja książki: "Gentleman numer dziewięć"- Penelope Ward

Recenzja książki: "Gentleman numer dziewięć"- Penelope Ward
Każdy doskonale zna Penelope Ward. Albo chociaż o niej słyszało, a nie czytało. Dziś właśnie jedną z jej książek chcę wam zaprezentować więc zostańcie do końca. 


Opis:
Playboy, mózgowiec i piękna dziewczyna dorastali razem jako trójka dobrych przyjaciół. Któregoś dnia chłopcy zawarli pakt: żaden z nich, ani Rory, ani Channing, nigdy nie zwiąże się z Amber. Dla nich zawsze będzie wyłącznie przyjaciółką. Jednak gdy Channing wyjechał do college’u, Rory zerwał umowę: on i Amber zostali parą. Po wielu latach chłopak porzucił ukochaną. Zraniona dziewczyna postanowiła, przynajmniej na jakiś czas, dać sobie spokój z mężczyznami. I wtedy w jej życiu ponownie pojawił się Channing. Poprosił o przysługę — potrzebował pokoju na kilka miesięcy. Ona akurat dysponowała wolnym pomieszczeniem, zgodziła się je wynająć.

Dawny playboy i kobieciarz okazał się wspaniałym współlokatorem. Potrafił słuchać. Wiedział, kiedy przynieść butelkę wina i jak przygotować wyśmienity lunch. Do tego wyglądał naprawdę bosko. Zamiast zdradzić Amber swoje skrywane uczucia, zdecydował się po prostu być blisko niej i otoczyć ją delikatną opieką, by wkrótce znów ktoś jej nie skrzywdził. Nic więc dziwnego, że gdy któregoś wieczoru wrócił z pracy i przez kompletny przypadek zajrzał do laptopa współlokatorki, zrozumiał, że nie może stać z boku.



Opinia:

Ja książki Penelope Ward uwielbiam. Można powiedzieć, że są to lekkie romanse, które jak zawsze za dużo nie wnoszą do życia. Ale gdy za każdy razem czytam nową książkę od tej autorki, odnajduję coś nowego! I wiem, że mogą to dla was być puste słowa. Jednak uważam, że że każda kolejna książka Penelope Ward pokazuj mi coś nowego. Autorka nie zamyka się tylko na jeden temat. 

Trzej bohaterowie, który troszkę namieszali, ale tworzą taką paczkę znajomych (a raczej tworzyli). Niestety wszystko się komplikuje gdy Channing wyjeżdża do college'u. Między Rory'm a Amber stworzył się związek. I nic by nie wyszło na jaw gdyby nie to, że Channing postanawia wrócić. I takim oto sposobem mamy dwóch głównych bohaterów na których skupia się Penelope Ward. Bardzo mi się spodobało, że autorka dała nam spis treści, który pokazuje nam w jakim rozdziale jaką mamy narracje. Tylko w jednym rozdziale dostajemy Rory'ego więc za dużo o nim nie powiem. Nasza Amber na początku książki wydaje się spokojna. Średnio mogłam uwierzyć w to, że będzie pisała do agencji wynajmujących mężczyzn do towarzystwa. A jednak tak się stało. Właściwie gdyby nie ta agencja to Channing raczej by nie zareagował. Czasami zdawało mi się, że Amber również coś do niego czuje, ale ciężko ma to określić. Nie jest to dla niej normalne i raczej przed takimi uczuciami starała się wzbraniać. W to wszytko oczywiście pojawia się nasz niezastąpiony Rory. I można powiedzieć, że wszystko jest tu tak strasznie skomplikowane, ciężko jest się w tym wszystkim połapać. Uwierzcie mi, ale jak się czyta książkę, to wszystko układa się w jedną całość. 

Autorka w swojej książce bardzo postawiła na emocje i rozmowy między bohaterami. Zdarzały się dłuższe opisy jednak one pomagały w zrozumieniu Amber czy Channinga. Chociaż tez mogliśmy się dużo dowiedzieć z dialogów. Książka ta na lubimy czytać jest podpisana jako romans. I tutaj się zgodzę. Może były dwie sceny erotyczne na krzyż i tyle. Uwielbiam książki tej autorki właśnie dlatego, że nie skupia się na samy, seksie, ale również na aspektach emocjonalnych. Jak w naszym codziennym życiu są problemy czy z pracą czy z szkołą tutaj również takie mamy. Dzięki tej książce możemy przeczytać takie prawdziwe życie. Nie jest ono jeszcze wybielone. Owszem zdarzały się momenty, że było troszkę za cukierkowo, za idealnie. Ale umówmy się, w romansach tak jest. I to na każdej płaszczyźnie.A my kobitki lubimy takie lekkie romansidła, lubimy się poczuć, że może to kiedyś nam się przytrafi. Penelope Ward gra na uczuciach. 

Uważam, że książka warta uwagi, ale nie dla wszystkich. Jak już wspomniałam wyżej, były momenty za idealne. Podpieram to oczywiście argumentem, że książka jest z gatunku romantycznego więc na takie rzeczy można przymknąć oko. Autorka zdecydowanie skupia się na uczuciach, sceny erotyczne nie grają tutaj głównej roli. Amber była bardzo miłą osobą, raczej nie zdarzyło się aby jej charakter mnie zirytował. Nasz drugi główny bohater, Channing, też raczej wydawał się w porządku. Czasami irytowało mnie ciągłe zmienianie narracji. Powodowało, że gubiłam się kogo narracje teraz czytałam. Książkę w swoim odczuciu oceniłam 8 na 10 gwiazdek. Wydaje mi się, że osoby, które lubią Penelope Ward nie zawiodą się, ale również nie odkryją czegoś nowego.



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję ślicznie wydawnictwu editiored.


stycznia 28, 2020

Recenzja książki: "First Last Look"- Bianca Iosivoni

Recenzja książki: "First Last Look"- Bianca Iosivoni
Czy książka była dobra? Jest podobna chociaż troszkę do trylogii Mony Kasten? A może to totalnie inna bajka? W końcu inna autorka. 



Opis: 
Dla wielbicieli książek Mony Kasten i Laury Kneidl
Romantyczna i pikantna!

Kiedy Emery Lance zaczyna swoje studia w Wirginii Zachodniej, jedynym czego sobie życzy jest nowy początek. Chce po prostu studiować: bez plotek na jej temat i potępiających spojrzeń nieprzyjaznych jej ludzi. Za to jest gotowa znieść naprawdę dużo, choćby wytrzymać w jednym pokoju z najbardziej denerwującym gościem wszech czasów. Ale sytuacja się komplikuje: najlepszy przyjaciel jej współlokatora, Dylan Westbrook, jednym spojrzeniem przyprawia ją o szybsze bicie serca. Przy czym jest to rodzaj faceta, od jakich Emery zawsze starała się trzymać z daleka: za przystojny, za miły i zdecydowanie zbyt zabawny. Jej serce jest znowu w niebezpieczeństwie…


Opinia:

Jeżeli ktoś dokładnie przeczytał opis jaki możemy znaleźć na portalu lubimy czytać, to mogliście tam przeczytać bardzo ważne zdanie "Dla wielbicieli książek Mony Kasten i Laury Kneidl" Tak jak książki drugiej autorki nie miałam szans nigdy przeczytać, tak mam wrażenie, że każdy zna doskonale Mone Kasten. Jest to autorka słynnej trylogii Maxton Hall (gdyby jednak ktoś nie wiedział). No i właśnie to pierwsze zdanie opisu pokazuje nam i wręcz zachęca do przeczytania. No bo jeśli ktoś pokochał Mone Kasten to i książkę "First Last Look" również. Jednak czy aby na pewno ta książka jest tak dobra jak książki Mony Kasten? Zresztą sama autorka "Save me" na okładce daje rekomendacje książce. 

Mamy tutaj naszą główną bohaterkę Emery Lance, którą poznajemy gdy rozpoczyna studia i chciałaby zacząć je z tzw. "Czystą kartą". Jednak pewne zdarzenia dalej siedzą w jej głowie i jest jej z tym bardzo ciężko. No i oczywiście jak na te książki młodzieżowe, obyczajowe przystało poznaje naszego drugiego głównego bohatera Dylana Westbrooka. Ale myślę,że Dylana zostawimy na później tymczasem skupmy się na naszej Emery. Z każdym kolejnym rozdziałem historia z przeszłości dla nas czytelników ma coraz większe znaczenie. Dowiadujemy się coraz więcej. Troszkę nas to przeraża. Wydaje mi się, że autorka chciała pokazać bohaterkę jako silną i mocną na zewnątrz, ale za to bardzo kruchą istotę w środku. Jej znajomość z Dylanem nie zaczyna się w normalny sposób. Skoro już główna bohaterka na starcie ma konflikt z swoim współlokatorem. Dzięki temu, że książka jest gruba możemy ich bardzo dobrze poznać. W książkach Mony Kasten mogłam bardzo szybko zaprzyjaźnić się z bohaterami, których wykreowała. Tutaj natomiast autorka przeciąga fabułę co wpłynęło na czas złapania nici porozumienia. Nasz drugi główny bohater, czyli Dylan, stara się do niej dotrzeć. W jakikolwiek możliwy sposób.I śmiało mogę tutaj powiedzieć, że nasz bohater to taki przyjemny mężczyzna. Nie oczekiwałam,że będzie on jakimś Bad Boy'em czy coś takiego. Raczej dostałam bohatera, który uczy się okej, nie ma problemów. Jest bardzo spokojny, lubi pomagać, ale również ma za sobą przeszłość, która bardzo boli. Ta dwójka bohaterów pokazała mi, jaka może być silna więź między bohaterami, nawet jeżeli chodzi o miłość.

Warto również zastanowić się nad fabułą i akcją książki. Można powiedzieć, że książka ma swoją grubość, skoro ma te swoje prawie 400 stron. I z ręką na sercu mogę wam powiedzieć, że przez te strony po prostu się płynie. Co prawda pierwsze kilka rozdziałów możecie się męczyć. Natomiast autorka przez to dała nam moment aby zastanowić się nad fabułą, czy na pewno nam to się podoba. Jaki ma styl. Jeśli czytacie mnie od dłuższego czasu to doskonale możecie wiedzieć, że nie lubię zbyt długich opisów. Normalnie mnie zanudzają. Tutaj również były takie momenty, że chciałam odłożyć książkę i już jej nie przeczytać, jednak uważam, że  jak spojrzeć na całą książkę, autorka zdecydowanie postawiła na dialogi. Pozycja ta jest napisana troszkę małą czcionką więc może to troszkę przeszkadzać. Niestety muszę to powiedzieć, ale książka wydawała się momentami nudna. Niektóre wątki można by było na prawdę odpuścić. 

Po tej książce nie spodziewałam się za dużo. Chociaż do jej przeczytania zabierałam się bardzo długo. Ta książka leżała u mnie od premiery, a dopiero teraz piszę dla was recenzję. Czasami na prawdę warto żeby książka poleżała, bo może złapie dla nas nowe znaczenie. Wydaje mi się, że jest to lekka obyczajówka. Starajcie się patrzeć na nią z perspektywy lekkiego czytadła. Raczej nie jest ona na jeden wieczór, ale myślę, że warto przeczytać. Główni bohaterowie raczej nie są męczący i śmiało można z nimi nawiązać nić porozumienia. Nawet jeśli niektóre wątki zostały nam pokazane to autorka starała się je dokończyć. Jak na czcionkę czytało się na prawdę szybko. Polecam książkę na letnie długie dni. Książkę oceniłam 8 na 10 gwiazdek. Czy podobna do Mony Kasten? Wydaje mi się, że autorka "Save Me" jest o wiele lepsza od Bianci Iosivoni. 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję ślicznie wydawnictwu Jaguar.


stycznia 28, 2020

Recenzja książki: " Nasz ostatni dzień"- Adam Silvera

Recenzja książki: " Nasz ostatni dzień"- Adam Silvera
Kolejna książka za mną od Adama Silvery. Czy to kolejna dobra książka? A może coś kiepsko? 



 Opis: 
Piątego września, krótko po północy, Mateo Torrez i Rufus Emeterio otrzymują wiadomość telefoniczną: dzisiaj bezpowrotnie odejdą z tego świata. Mogą jednak odpowiednio przygotować się na nadchodzącą śmierć. Są dla siebie zupełnie obcymi ludźmi, lecz z różnych powodów każdy szuka nowej bratniej duszy na czas swojego Dnia Ostatecznego. Dzięki aplikacji Ostatni Przyjaciel Rufus i Mateo spotykają się, by przeżyć swoją pożegnalną wielką przygodę – niezapomniany dzień, który na zawsze zmieni życie ich obu.
W swojej ponurej i jednocześnie napełniającej nadzieją powieści Adam Silvera przypomina nam, że nie istnieje życie bez śmierci i miłość bez straty.

Opinia: 
To już druga książka Adama Silvery, która wpadła w moje ręce. Tak jak miałam problem z książką "Raczej szczęśliwy niż nie", tak tutaj wiedziałam, że jest to dobra książka, lepsza niż jej poprzednik, ale też nie jakaś wybitna.

Na samym początku naszej historii poznajemy Rufus Emeterio, który nie wiedzie raczej spokojnego życia. No i również Mateo Torreza dostaje telefon od Prognozy Śmierci, on natomiast stara się być spokojny, raczej jest ułożonym chłopakiem. I można powiedzieć, że książka jest lekko fantastyczna i mało realna. No bo w końcu w normalnym świecie nie wiemy kiedy spotka nas śmierć. Czy ktoś z was kiedyś dostał telefon z terminem swojej śmierci? No bo ja nie. Bardzo spodobał mi się sposób w jaki jest przedstawiona śmierć. Najczęściej w naszym normalnym życiu boimy się śmierci, nie chcemy aby ona nadeszła. Natomiast nasi bohaterowie, gdzieś z tyłu głowy mają zakodowane, że dostaną taki telefon, ale kiedy to już nie wiadomo. Każdy z nich szuka sobie przyjaciela/kolegi na ten dzień. Jak można się domyślić znajdują siebie. Adam Silvera pokazuje, że czasami warto zaryzykować i poznać kogoś przez internet. No bo teraz dużo mówi się o niebezpieczeństwie jakie czyha na nas w internecie. Mateo i Rufus są zdecydowanie inni z charakteru, ale to ich wyróżnia i pokazuje, że jednak przeciwieństwa się przyciągają. 

Książka wcale nie jest gruba. I chociaż ma swoje 400 stron i czasami ciężko się ją czytało to jednak jakoś fabuła wciąga. Zdarzały się momenty, że nudziła mnie pozycja. Za dużo było tych opisów, niepotrzebnych wątków. Możliwe, że gdyby nie one książka byłaby cieńsza. W poprzedniej książce nie zrozumiałam motywu jaki ją kieruje. Tutaj wiedziałam, że warto każdy dzień spędzić tak jak by był naszym ostatnim. W dzisiejszych czasach ciężko tak myśleć, ciągły bieg po pieniądze, awanse w pracy, ale gdzie znajdujemy czas na przyjaciół, rodzinę ? Te ważne aspekty są w tej książce i bardzo bym chciała aby książka trafiła do szerszego grona odbiorców. I nie tylko dlatego, że to jest ADAM SILVERA, ale też warto ją przeczytać aby zastanowić się co my robimy dla swojego życia, jak my nim kierujemy i ustawiamy ścieżki. 



Książka zdecydowanie warta swojej ceny i papieru na niego przeznaczonego. Autor nie zostawiał nas tak na prawdę bez niczego. Ciągle się coś działo. Każdy wątek był idealnie wytłumaczony. Wiadomo czasami książka nudziła, ale nie było aż tak źle jak w poprzedniej książce. Bardzo zżyłam się z bohaterami tej książki, końcówka jest wiadoma, do przewidzenia, ale i tak uroniłam kilka łez. Bo ciężko jest się pogodzić z czymś z czym bardzo się zwiążesz w tym wypadku z bohaterami. Serdecznie polecam książkę i na prawdę warto ją przeczytać. Na pewno zaopatrzę się w kolejne książki tego autora. Zobaczę czy będą na podobnym poziomie jak ta.




Serdecznie dziękuję wydawnictwu We need Ya za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki. Było na prawdę warto. 


stycznia 19, 2020

Recenzja książki: "Światło w środku nocy"- Jojo Moyes - Recenzja przedpremierowa

Recenzja książki: "Światło w środku nocy"- Jojo Moyes - Recenzja przedpremierowa
Pierwsze spotkanie z tą autorką, należało do przyjemnych? Czy sięgnę po jej kolejne książki?


Opis: 
Alice czuje się jak wybrakowana wersja samej siebie. Szybki ślub z przystojnym Amerykaninem okazuje się pomyłką. W domu rządzi teść, który książki inne niż Biblia uznaje za stratę czasu. Na dodatek plotkuje o niej całe Baileyville, tylko dlatego że przybyła z dalekiej i równie nudnej Anglii.

Otwarcie konnej biblioteki prowadzonej przez kobiety burzy spokój miasteczka. Na jej czele staje Margery, która brzydzi się hipokryzją i, o zgrozo, ma własne zdanie na każdy temat.
Alice rusza na dzikie górskie szlaki z lekturami wzbudzającymi kontrowersje. Oliwy do ognia dolewa fakt, iż wśród kobiet zaczyna krążyć zakazana książeczka, która – jak twierdzą niektórzy – mąci im w głowach i budzi grzeszne myśli…

Choć od Margery różni ją prawie wszystko, Alice odważy się iść za głosem wolności w świecie pełnym zakazów. A dzięki przyjaźni z Fredem zrozumie, że nigdy wcześniej naprawdę nie kochała.


Opinia:

Pierwsza książka tej autorki na mojej półce, w mojej głowie i łapkach! Zdecydowanie bałam się czy książka mi się spodoba. I możliwe, że gdyby nie wasze pozytywne recenzje poprzednich książek to nie sięgnęłabym po nią. Gdy nadarzyła się okazja, aby ją przeczytać, długo się nie zastanawiałam. I tak oto mogę szczerze powiedzieć, że to nie jedyna książka tej autorki, którą mam zamiar przeczytać. 

Nasza główna bohaterka Alice, wyszła nieodpowiedni za mąż. I można powiedzieć, że ma wszystko. Jej mąż jest przystojny, ma dom i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Jednak to jej wcale nie uszczęśliwia. Pewnego dnia jest szansa aby dostała pracę w bibliotece. Jak mogłoby być inaczej bohaterka kłóci się przez to z swoją mężem oraz ojcem. I postanawia tam iść. Poznaje tam kolejną bardzo ważną kobietę Margery, która pokazuj jej inny świat. Jest bardzo odważna i nie wstydzi się powiedzieć czegoś głośno. Uwierzcie mi Margery zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Uważam,że Jojo Moyes świetnie ją wykreowała. Pokazała nam na kontraście dwie różne bohaterki i gdy czytałam książkę zadałam sobie pytanie: Którą z nich jestem? Jak działam w swoim życiu? Czy jestem taka odważna jak Margery? Czy bardziej nie chce się rzucać w oczy i zostać z tyłu? Jeśli macie odwagę odpowiedzcie na te pytania nawet po cichu gdy czytacie tą recenzję. Nie oczekuję, że będziecie chcieli pisać to w komentarzach na dole. 

Jojo Moyes pisząc książkę odwołała się do lat trzydziestych ubiegłego wieku, a jeśli już ktoś jest ze mną tutaj dłużej to doskonale wie, że ja takich książek raczej nie czytam. Bardzo często tego typu książki zwyczajnie mnie nudzą. Tutaj było inaczej! Charakter pisma jaki ukazał się w tej książce był lekki, spokojny i dlatego książka wydaje się taka duża, ponieważ autorka nie śpieszy się z fabułą. Stara się aby każdy wątek był opowiedziany od początku do końca. Oczywiście grubość może was przerazić, ponieważ mnie też przeraziła. Ale nie ma się co zrażać. Uważam, że czasami warto spróbować ją przeczytać.




Ciężko mi było rozstawać się w tymi bohaterami, z tą historią. Wyzwoliła we mnie poczucie, że też mam prawo do niektórych rzeczy i mogę o to zawalczyć. Jeśli tylko chcę. Bardzo się zdziwiłam gdy został tutaj wprowadzony motyw biblioteki konnej, ale gdy wpisałam w naszego wujka google dowiedziałam się, że takie rzeczy na prawdę istniały. Sama biblioteka została zrealizowana w latach 1935- 1943. Dzięki Jojo Moyes mogłam się dowiedzieć nowych rzeczy z tej strony historycznej. To zdecydowanie nie jest łatwa książka, dużo pokazuje i daje do myślenia, ale wydaje mi się, że takie książki też powinny zaistnieć na Polskim rynku książkowym. 


Podsumowują moje rozwody na temat tej książki uważam,że autorka poradziła sobie z temat jaki wybrała. Napisała w sposób łatwy i lekki. Według mnie nie jest to książka dobra dla osób poniżej 15 roku życia. Gdy czytałam książkę miałam wrażenie, że autorka pisała z perspektywy już dorosłej kobiety i to nie jest wcale taka łatwa obyczajówka. Bardzo polubiłam się z naszymi bohaterkami i chociaż wszystkie wątki zostały dokończone to chciałabym przeczytać kontynuacje. Podczas pisania tej recenzji pojawił się pewien problem. Nie mam porównania do innych jej książek/pozycji, ale już niedługo się to zmieni, ponieważ chciałabym przeczytać jej poprzednie pozycje. Mam nadzieję, że zainspirują mnie tak samo jak ta książka (oczywiście do dalszego działania). Książkę oceniłam 8/10 gwiazdek. Serdecznie polecam!


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję ślicznie wydawnictwu Znak



Copyright © 2016 Okularnica czyta , Blogger