niedziela, 7 stycznia 2018

"Pisk opon. Krzyk. Uderzenie" - czyli recenzja książki "Przypadki Agaty W."- Sandra Borowiecka

Hej!

Dzisiaj obiecuje, że ostatnia recenzja. Potem macie ode mnie odpoczynek.

Dziś zajmiemy się książką "Przypadki Agaty W."- Sandry Borowieckiej. 
Kilka słów o niej by się przydało 

Jest redaktorką naczelną magazynu reporterskiego Szpalta.com. Współpracowała z największymi mediami, min. TVN, Super stacja, Radio Kolor, Super Express, Gazeta Bankowa, czy Uważam że. 

Agata jest młodą dziewczyną, która nie chce już żyć i ma dość jej życia. Nic jej się nie układa, tak jak by chciała. Pewnego dnia postanawia skończyć ze sobą. Po nie udanej próbie samobójczej, trafia do szpitala. W którym pracuje dwóch jej najbliższych kolegów. Chociaż na swoim ciele i duszy ma wiele pokiereszowań, chce dokończyć to co jej się wcześniej udaje. Pewnego dnia u niej w sali pojawia się nie jaki pan Pierdieux. Próbuje jej pomóc i postanawia poprowadzić dla niej terapie. 


Gdy pierwsza raz zabrałam się do tej książki, wydawało mi się, że książka będzie inna, że chodzi tam o coś kompletnie innego. Z czasem zrozumiałam, że jest w strasznym stanie depresyjnym i ciężko będzie z niego wyjść. Fabuła książki otworzyła mi oczy, jak tak na prawdę wygląda świat ludzi, chorych. Pewnie pamiętacie książkę 13 Powodów? Tej dziewczyny kompletnie nie potrafiłam zrozumieć. Jak te 13 powodów mogło ją do tego doprowadzić. 

A autorka książki Sandra Borowiecka, pokazała, że nie zawsze człowiek może być szczęśliwy i radosny. Ludzie na świecie biegną i nie mogą przestać. Są w siebie zapatrzeni jak w obrazek. Dla pieniędzy zrobili by wszystko. Ale czasami trzeba zrobić sobie STOP! I zatrzymać się. Przemyśleć kilka spraw, spędzić czas ze swoją druga połówką. Nie trzeba się śpieszyć. To jak my to życie przeżyjemy zależy tylko i wyłącznie od nas, więc postarajmy się by to było jak najlepiej.

Bohaterka pokazała mi, że terpie i wygadaniu się jakiejś zaufanie osobie jest bardzo ważne. Nie można kryć tego wszystkiego w sobie.

Podsumowując książkę oceniam 9/10. To jest na prawdę dobra książką i warto ją przeczytać. Polecam go każdemu człowiekowi na tej planecie. Ona otworzy wam wszystkim oczy i pokaże co tak na prawdę jest ważne w życiu.

Ja się z wami żegnam i do usłyszenia, mam nadzieję, że już nie długo..
Pozdrawiam 
Małgosia :) 

Za możliwość napisania i przeczytani książki dziękuję bardzo samej autorce, czyli Sandrze Borowieckiej. 

sobota, 6 stycznia 2018

"Upadam. Przeszywa mnie ból" - czyli recenzja książki "Z popiołów" Martyny Senator

Cześć i czołem!

Jestem w świetnym nastroju więc mam nadzieję, że ta recenzja również taka będzie. Długa przerwa się szykuje, więc będziecie mieli dużo do nadrabiania. 

Krótki wstęp i jedziemy z tym czytaniem...

Dziś pod lupę bierzemy książkę Martyny Senator "Z popiołów". Zastanawiam się czy nie nadać serii "recenzje" inne nazwy. Co myślicie o "Pod lupą- recenzja" ? Dajcie mi koniecznie znać na dole w komentarzu. 

Zanim zacznę swoje rozwody, dowiedzmy się kim jest autorka książki. 

Martyna Senator na co dzień jest jednym z wielu trybików w międzynarodowej korporacji. Pisze nie zależnie od pory dnia i nocy, a zamiast kwiatów lubi dostawać długopisy. Ceni szczerość i konstruktywną krytykę. Zadebiutowała w 2015 roku powieścią "Kiedy wolność mówi szeptem"

Sara- główna bohaterka- jest pewna, że miłość sprowadza się jedynie do cierpienia. Przynosi ból, łzy i rozczarowanie. Wydarzenia z przeszłości zmieniły Sarę nie do poznania. Jak już możecie zauważyć jest skryta w sobie. Nie szybko ufa ludziom, a w poważne związki, nigdy się nie pakuje. I w podobne odczucia ma Michał- Główny bohater- pracuje w barze i to pozwala mu odreagować to co kiedyś mu się przydarzyło. Gdy los chce ich połączyć, wszystko się komplikuje. Sara nie potrafi poradzić sobie z uczuciami jakimi darzy Michała. Nawet o tym nie wiedząc.

Na początku zacznę od plusów bo lepiej mi się o nich mówi. Sami zresztą wiecie. Książkę, czytało się na prawdę szybko, jest napisana zrozumiałym językiem. Historia ich dwojga jest cudowna. Nie potrafię sobie wyobrazić tego jak by to wyglądało w moim wypadku. Gdybym tylko mogła dostać drugą część tej książki, byłabym zakochana bez pamięci. I pokochałam bym autorkę, równie mocno jak fabułę. Bohaterzy są dobrze wykreowani. Zachowują się w sposób naturalny. Twórczyni pokazała jak może wyglądać świat gdy przeszłość będzie nas cały czas trzymać w swoich sidłach. 

Plusy mamy, teraz minusy? Szczerze, to tylko doszukałam się jednego. Czemu to tak szybko się czytało !? Czemu tak historia nie jest dłuższa?! Uspokój się Gosia bo zaraz wyjdziesz na jakąś psychopatkę. Mam nadzieję, że w drugiej części tej cudownej trylogii, będę mogła więcej się dowiedzieć. 

Oczywiście jak by inaczej ocena końcowa to: 10/10. Pewnie was nie zdziwiłam to prawda. Jednak nie mam tutaj czego się przyczepić. Ciężko jest mi ocenić wam ją, jeśli nie widzę żadnych minusów. Tylko te błahe.

Dziękuję wam, że dziś ze mną byliście. Cudownie was tutaj mieć. 
 Do zobaczenia robaczki <3

Dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona, za możliwość napisania opinii oraz przeczytania tej książki.

piątek, 5 stycznia 2018

"Pamiętaj. Nie ma się czego bać. Chyba." - czyli recenzja książki: "Koszmarne istoty, kóre spotykasz każdego dnia"- Marco Kubiś

Cześć!

Już od razu na początku mam dla was smutną wiadomość. Niestety ale z powodów zdrowotnych wyjeżdżam i nie będę miała tam dostępu do internetu. Więc zaraz wam powiem jak zaplanowałam posty. Dziś (5 stycznia 2018) pojawi się ta recenzja. Jutro (6 stycznia) pojawi się kolejna, oraz w niedziele (7 stycznie). Mam nadzieję, że taka forma wam odpowiada i nie będziecie na mnie źli. Przykro mi ale zdrowie jest dla mnie bardzo ważne.

Ale nie przejmujcie się, bo na 100% wrócę i będziecie mieli dawkę recenzji.
Dziś kilka słów o książce Marco Kubisia.

Marco Kubiś jest youtuberem, ilustratorem oraz animatorem, który podczas pisania tej książki wypił 932 kawy. Co jest na prawdę dużo. Zgromadził już 300 tysięcy subskrypcji i ponad 25 milionów wyświetleń, ale jak sam twierdzi, to tylko część jego widowni. 

Pozycja wydawnicza jest o koszmarnych istotach, które spotykamy każdego dnia (fakt, faktem spisałam tytuł). Nie ma tam głównego bohatera ani fabuły. Raczej autor skupił się na pokazywaniu i opisywaniu koszmar. Jednak sama utwór literacki mi się nie spodobał. Brakowało mi wyobraźni. Autor książki już narysował koszmary, a ja przy tej książce chciałabym sama go sobie wyobrazić i pobudzić moją kreatywność. 

Pomysłowość! To pierwsze słowo, które chciałam napisać w tej recenzji. Czy właśnie nie tego szukamy w książkach, które czytamy? Instynkt podpowiada, że również jesteście na tak. Cudowne jest to, że autor sam te koszmary wymyślił, opisał, narysował (dla mnie to minus ale dla was może być plusem) i nazwał je w sposób kreatywny. Jestem ( i zawsze będę) zaskoczona tym ile trzeba było w to pracy włożyć. Wiec się nie dziwię ile autor książki wypił kaw. 

Dobra podałam plusy czas na minusy. Jest ich oczywiście mniej. Pierwsza rzecz to już wiecie, że rysunki. Druga za to jest bardziej śmieszna. Krótko mówiąc nie wszystkie koszmary bym dodała do tej książki. Nie pasują mi do żadnego rozdziału. Choćby nie wiem co. Moim zdaniem autor wcisnął je tam na siłę i to spowodowało, że ciężko mi się ją czytało. Niektóre opisy były dla mnie ciężkie i do końca nie wiedziałam o co chodzi.

Kilka słów o rozdziałach: 
- Rozdział 1: "Gdy zgasisz światło"
- Rozdział 2: "Cały czas w tobie"
- Rozdział 3: "Kontakty nieludzkie"
- Rozdział 4: "Strach w czasach internetu" - Najlepszy rozdział!
- Rozdział 5: " W telewizji zawsze lecą Horrory"
- Rozdział 6: "Krążą po mieście"
- Rozdział 7: "Miłość to straszna sprawa"
- Rozdział 8: " Kreatywność to prawie szaleństwo"

Twórca w śmieszny i zabawny sposób opisał niektóre postacie. My ich nie potrafi określi a on świetnie to opisał i pokazał, że czasami niektóre koszmary są zabawne. Cała moja recenzje skupiła się na tej książce. Teraz pytanie do was, czy byście coś w niej zmienili? Pytam konkretnie, ponieważ szukam jednej uniwersalnej formy, którą bym przyjęła na swojego bloga. 

Podsumowując książkę oceniam 8/10. pewnie się tego spodziewaliście. 2 mini minusiki a robią różnicę. Nie czepiałam się jakiś wielki i oczywistych błędów, ponieważ ich tam nie było. Polecam ta książkę wszystkim. Świetnie się ubawicie a zarazem będziecie wiedzieć, jak, np. nazwać swojego koszmara w internecie. 
Kończąc moją recenzję, chce wam zwrócić uwagę ile potrzebnej jest pracy by napisać dobra oraz kreatywną książkę. 

Pozdrawiam was bardzo serdecznie robaki i do zobaczenia w następnej recenzji, już jutro !


Dziękuję wydawnictwu znak za możliwość przeczytania książki o koszmarach oraz napisania o niej opinii. 

Najnowszy post

Witamy mój ukochany duet, czyli czy rozpływam się tak jak nad poprzednimi książkami?- Recenzja książki: "Park Avenue"- Penelope Ward i Vi Keeland

  Duet znacie, a ja kocham, więc uzupełniamy się nawzajem. Tym razem troszkę bardziej inna historia, ale również jest dobra. Zapraszam do pe...